Po sobotnim nurku jeszcze dzisiaj nie mogę ochłonąć. Wybrałem się razem z bratem nad J.Ciecz
( Trześniowskie ). Pogoda była bardzo zmienna, deszcz ścigał słońce i tak cały czas.
Dotarliśmy na miejsce około jedenastej. Na jeziorku żywej duszy, jedynie wiatr marszczył mocno wodę. Kilka minut na rozpakowanie się, przygotowanie sprzętu, skok w pianki i ... ostatnie
uzgodnienia. Postanowiliśmy przepłynąć jakieś 400 - 500 m na kamizelkach do cypelka
wcinającego się w najgłębszą część jeziora (58,8 m ), następnie od jego południowej części zejść
na 12 m i idąc jego stromym zboczem zatoczyć krąg nie schodząc niżej jak 20 m. Płyniemy wzdłuż
brzegu, woda 17 st.C, pod sobą widzę dno i sporo narybku, widoczność piękna koło 10m (pod tym
względem jeszcze mnie nie zawiódł Ciecz). Dopłynęliśmy na cypelek, teraz 10 min odpoczynku,
poprawiamy sprzęt, cieszymy się ciszą i kolorem toni. Schodzimy, trzymamy się w odległości 1 - 2 m
od siebie. Na 10 m przystanek patrzymy na siebie i w błękit. Zostawiliśmy za sobą pas roślin i
wszechobecny narybek. Sygnał i jego potwierdzenie, OK płyniemy dalej. Mijamy po prawej stronie
ostre zbocze usiane głazami, jego pochylenie wygląda na jakieś 60 st. Rzut oka na głębokościomierz
16 m, widoczność cały czas wspaniała. Stok pokrojony jest jak babka świąteczna, kolejna stroma
mulda ginąca w toni, dolinka i znów mulda. Kolejny przystanek, mamy 18 m i kolej na podjęcie
decyzji, wychodzimy po muldzie do 6 m, czy pionowo w ramach treningu przed nurami w morzu. Patrzę
na kompas i rzucam propozycję płynięcia dalej na granicy 18 - 20 m w stronę północno wschodnią,
tam powinno pojawić się stopniowe wypłycenie przechodzące w zatokę (9 m) i dalej w mały stok na 6
m. Braciszek sprawdza wskazania komputerka i ... OK płyniemy.
To co się wyłoniło przed nami, za kolejną muldą, wyrwało nam automaty z ust. Przed nami po prawej
stronie ukazała się pionowa skała, bez mułu piachu, roślin. Zjawisko to podobne było do ogromnych
kryształów opartych o siebie i wtopionych w bok jeziora. Wisieliśmy w toni na 20 m, pod nami
ciemność, nad nami cień skał. Skała utworzona była z kolumn, które oddzielały szczelinowe wcięcia
szerokości około 2 m. Jej podstawa była poza naszym wzrokiem, ginęła w dole. Niesamowite, nigdy
wcześniej nie spotkałem nic podobnego, ani nie słyszałem o podobnej skale w jakimś jeziorze. Nie
nacieszyliśmy wzroku, musieliśmy wychodzić. Patrzyłem na głębokościomierz, a pod nogami zanikał mi
wspaniały widok. Piski Maresika i przystanek, patrzymy sobie przez maski w oczy i wiemy.... to
trzeba zobaczyć jeszcze raz i jeszcze kolejny.... Płyniemy na 6 metrach w stronę pomostu, kolorowy
świat roślin i ryb, jednak w pamięci cały czas pozostał obraz tej litej, czarnej i ginącej w
głębinach skały. To najpiękniejsze nurkowanie jakie odbyłem.
Trzeba to samemu zobaczyć, by nie zapomnieć.
( Trześniowskie ). Pogoda była bardzo zmienna, deszcz ścigał słońce i tak cały czas.
Dotarliśmy na miejsce około jedenastej. Na jeziorku żywej duszy, jedynie wiatr marszczył mocno wodę. Kilka minut na rozpakowanie się, przygotowanie sprzętu, skok w pianki i ... ostatnie
uzgodnienia. Postanowiliśmy przepłynąć jakieś 400 - 500 m na kamizelkach do cypelka
wcinającego się w najgłębszą część jeziora (58,8 m ), następnie od jego południowej części zejść
na 12 m i idąc jego stromym zboczem zatoczyć krąg nie schodząc niżej jak 20 m. Płyniemy wzdłuż
brzegu, woda 17 st.C, pod sobą widzę dno i sporo narybku, widoczność piękna koło 10m (pod tym
względem jeszcze mnie nie zawiódł Ciecz). Dopłynęliśmy na cypelek, teraz 10 min odpoczynku,
poprawiamy sprzęt, cieszymy się ciszą i kolorem toni. Schodzimy, trzymamy się w odległości 1 - 2 m
od siebie. Na 10 m przystanek patrzymy na siebie i w błękit. Zostawiliśmy za sobą pas roślin i
wszechobecny narybek. Sygnał i jego potwierdzenie, OK płyniemy dalej. Mijamy po prawej stronie
ostre zbocze usiane głazami, jego pochylenie wygląda na jakieś 60 st. Rzut oka na głębokościomierz
16 m, widoczność cały czas wspaniała. Stok pokrojony jest jak babka świąteczna, kolejna stroma
mulda ginąca w toni, dolinka i znów mulda. Kolejny przystanek, mamy 18 m i kolej na podjęcie
decyzji, wychodzimy po muldzie do 6 m, czy pionowo w ramach treningu przed nurami w morzu. Patrzę
na kompas i rzucam propozycję płynięcia dalej na granicy 18 - 20 m w stronę północno wschodnią,
tam powinno pojawić się stopniowe wypłycenie przechodzące w zatokę (9 m) i dalej w mały stok na 6
m. Braciszek sprawdza wskazania komputerka i ... OK płyniemy.
To co się wyłoniło przed nami, za kolejną muldą, wyrwało nam automaty z ust. Przed nami po prawej
stronie ukazała się pionowa skała, bez mułu piachu, roślin. Zjawisko to podobne było do ogromnych
kryształów opartych o siebie i wtopionych w bok jeziora. Wisieliśmy w toni na 20 m, pod nami
ciemność, nad nami cień skał. Skała utworzona była z kolumn, które oddzielały szczelinowe wcięcia
szerokości około 2 m. Jej podstawa była poza naszym wzrokiem, ginęła w dole. Niesamowite, nigdy
wcześniej nie spotkałem nic podobnego, ani nie słyszałem o podobnej skale w jakimś jeziorze. Nie
nacieszyliśmy wzroku, musieliśmy wychodzić. Patrzyłem na głębokościomierz, a pod nogami zanikał mi
wspaniały widok. Piski Maresika i przystanek, patrzymy sobie przez maski w oczy i wiemy.... to
trzeba zobaczyć jeszcze raz i jeszcze kolejny.... Płyniemy na 6 metrach w stronę pomostu, kolorowy
świat roślin i ryb, jednak w pamięci cały czas pozostał obraz tej litej, czarnej i ginącej w
głębinach skały. To najpiękniejsze nurkowanie jakie odbyłem.
Trzeba to samemu zobaczyć, by nie zapomnieć.
nurkowanie jest ok!!